Podsumowanie projektu na Cyprze

Projekt pt. ,,School leaving? No, thanks” powoli dobiega końca. Ostatnie spotkanie podsumowujące, w którym wzięli udział przedstawiciele wszystkich krajów partnerskich, odbyło się 13 maja 2014 w szkole średniej ogólnokształcącej w Larnace.

 

cyprus

Oprócz prezentacji efektów dwuletniego projektu oraz omówienia działań podjętych w celu jego realizacji nauczyciele mieli możliwość zwiedzenia szkoły goszczącej oraz spotkania z uczniami i nauczycielami.

 

LO w Siewierzu reprezentowali nauczyciele:

p. U. Kosteczka, koordynator projektu

p. Katarzyna Dyrda

p. Anna Kieller-Bańka

 

Oto zdjęcia z wizyty:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy
Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Leaving school? No, thanks! – Questionnaires

 Liceum Ogólokształcące im. Jana Pawła II in Siewierz, Poland conducted 7 questionnaires to find out the causes of early school leaving and poor education results. They aimed at improving school performance and cooperation among teachers, students and parents.

For all questionnaires ppt presentations have been prepared.

 

A brief summary of the results:

 

1. Early school leaving – students at school

64% of parents help their children in education

56% take private lessons

education is important to them and majority wouldn’t drop out off school even if they were offered a good job

78% believe salary depends on their education

the most important to them are their families and having a good fun

80% are worried about their future career Czytaj dalej

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Debata w Zespole Szkół w Siewierzu

2 kwietnia 2014 r. o godzinie 13.00 w Zespole Szkół w Siewierzu odbyła się debata „Młodzież dla Europy – Europa dla młodzieży” zorganizowana przez uczennice klasy IIb gimnazjum pod kierunkiem nauczycielki historii Małgorzaty Kopij. W debacie uczestniczyli przedstawiciele naszego LO: p. Urszula Kosteczka – koordynatorka projektu „School Leaving? No, thanks!”, p. Olga Dyda­­k – szkolny koordynator projektu Reggio oraz uczniowie, którzy uczestniczyli w wyjazdach międzynarodowych. Debatę poprzedziły godzinne międzyszkolne warsztaty młodzieżowe. Uczestnicy zostali podzieleni na trzy grupy i każda z nich miała wypracować wnioski na jeden z podanych tematów:Clipboard01

1. Jakie możliwości daje młodzieży uczestnictwo w programach unijnych?

2. Co zrobić, aby młodzież częściej korzystała z oferty programów unijnych?

3. Jakie korzyści daje młodzieży uczestnictwo w programach unijnych?

Liderzy grup, którymi byli uczniowie naszego LO przeczytali wnioski wypracowane podczas warsztatów, które były podstawą do dalszej dyskusji. Punktem kulminacyjnym debaty była dyskusja zaproszonych gości na temat możliwości i korzyści, jakie daje młodzieży uczestnictwo w projektach unijnych począwszy od gimnazjalisty, poprzez ucznia szkoły średniej, studenta aż do osiągnięcia dorosłości. W czasie debaty były zapisywane wnioski wypływające z wypowiedzi ekspertów, które zostały potem odczytane. Na zakończenie spotkania uczennica gimnazjum przedstawiła prezentację multimedialną na temat najnowszego projektu unijnego Erasmus+, która miała zachęcić obecnych na sali uczniów do uczestnictwa w programach oferowanych przez UE w przyszłości.

LO reprezentowali uczniowie: Magdalena Ściślicka, Aleksandra Łabuś, Karol Kuzior, Marcel Pyrzyk i Łukasz Kaczmarek

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

LO z Siewierza w… BUŁGARII!

IMG_0070 - Kopia

Po raz kolejny COMENIUS dał uczniom, a także nauczycielom niepowtarzalną okazję odwiedzenia nowego kraju! Tym razem była to słoneczna Bułgaria. Uczennice klasy pierwszej: Martyna Serwa, Sandra Lis, Paulina Będkowska oraz Aleksandra Łabuś pod opieką koordynatorki polskiej strony projektu, Pani Urszuli Kosteczki, a także Pani Dyrektor Elżbiety Horbatowskiej miały przyjemność reprezentować Siewierz na międzynarodowym spotkaniu.

15 marca br. zaczął się wyjątkowo wcześnie. 4:30 zbiórka na lotnisku w Pyrzowicach, szybka odprawa i już byłyśmy we Frankfurcie. Lot przebiegł bez większych komplikacji. Mimo tego, zdarzyła się jednostka, która już przy stracie zalała siebie i osobę obok gorzkimi łzami przepełnionymi strachem. Na szczęście lądowania były już mniej drastyczne.

Sofia przywitała nas ciepłymi promieniami słońca. Na naszych twarzach wymalowane było zaskoczenie. Nikt nie sądził, że będzie aż tak ciepło! Ponadto, w osłupienie wprawiły nas pustki na lotnisku, co nie do końca potraktowałyśmy jako wadę. Czekając na inne grupy, miałyśmy dużo wygodnego miejsca. Około godziny 18 byłyśmy już u swoich opiekunów w Dolnym Dabniku. Wszyscy dostali godzinę na lekki odpoczynek. O 19:00 udaliśmy się do pobliskiej restauracji „Bonita”, by razem z przedstawicielami innych krajów skonsumować tradycyjne bułgarskie dania. Nie da się ukryć, że jedzenie było inne, ale za to atmosfera w jakiej spożywane były te południowe „rarytasy” była nie do zastąpienia! Już po pierwszej godzinie parkiet roił się od reprezentantów krajów biorących udział w projekcie, którzy niestety bezskutecznie starali się nauczyć narodowego tańca gospodarzy.

Następnego dnia udaliśmy się na całodniową wycieczkę. Zobaczyliśmy niesamowite, zabytkowe Veliko Tarnovo i spędziłyśmy udany czas z naszymi nowymi przyjaciółmi. Poniedziałek był obfity w szkolne zajęcia! Na początku wszyscy zostaliśmy wgłębieni w tajniki kultury bułgarskiej: był taniec narodowy, krótka historia dziejów Bułgarii i piosenka skomponowana specjalnie z okazji partnerskiej wizyty. Były też oficjalne powitania i prezentacje każdego kraju. Później przerwa na kawę. Zaraz po niej nauczyciele udali się na spotkanie robocze, a uczniowie do jednej z klas, by spróbować swoich sił w regionalnych zajęciach: pleceniu popularnych bransoletek na dzień Baby Marty, malowaniu naczyń z gliny, zaprojektowaniu własnego wachlarza, a także kolejne podejście do nauki bułgarskiego tańca, który nawet za drugim razem nie wydawał się łatwiejszy. Po obiedzie w „Bonicie” burmistrz Dolnego Dabnika zaprosił nas do swojego urzędu, gdzie wygłosił krótkie przemówienie i przybliżył historię miasteczka. Koordynatorom przekazano pamiątkowe medale miasta.

Ostatni dzień spędziłyśmy w stolicy. Wieżowce, europejskie jedzenie i przede wszystkim zakupy – czyli to, czego kobiety także potrzebują. Po tak intensywnym dniu wyruszyliśmy w podróż, której metą był hotel. Z lekkim rozczarowaniem, że czas tak szybko płynie, spędziliśmy te ostatnie chwile razem z przyjaciółmi z Hiszpanii. Wspominając wydarzenia w których braliśmy udział i pogłębiając wiedzę o sobie samych, niczym ścieżka dźwiękowa dopełniająca obraz, ciągle było słychać: „nie chcę jutro wyjeżdżać…”.

Od razu po śniadaniu opuściłyśmy hotel i udałyśmy się na lotnisko. Przepełnione jednocześnie radością i smutkiem pokonywałyśmy kolejne granice wysokości, które w efekcie doprowadziły do katowickiego lotniska. Chwile spędzone w Bułgarii z pewnością pozostaną na zawsze we wspomnieniach o licealnych czasach.

Aleksandra Łabuś

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wypowiedzi uczennic:

Paulina Będkowska:

Dzięki projektowi „School leaving? No, thanks!” miałam okazję być w Bułgarii. Była to moja pierwsza wizyta w tym kraju i pierwsze z nim zetknięcie. Słoneczna pogoda wynagrodziła wczesną pobudkę oraz wszystkie turbulencje w czasie lotu. Od razu na lotnisku mieliśmy okazję poznać pierwszych przyjaciół z Cypru, z którymi świetnie się później bawiłyśmy. W rodzinie, do której trafiłam, panowała miła atmosfera. Wszyscy bardzo ciepło nas ugościli. Oprócz poznania lokalnych zabytków, zwyczajów i kultury miasteczka, w którym mieszkałyśmy, miałam również okazję odwiedzenia stolicy Bułgarii. Spędziliśmy w niej cały dzień, poświęcając pierwszą jego część na zwiedzanie miast z przewodnikiem, drugą na zakupy pamiątek. Wieczorem, już w hotelu, zakończyliśmy udany wyjazd spotkaniem ze wszystkimi zagranicznymi przyjaciółmi. Z samego rana po trudnym pożegnaniu, udaliśmy się na lotnisko korzystając jeszcze ze słonecznego, ciepłego dnia. Nie przypuszczałyśmy, że Polska powita nas deszczem. Chłodną pogodę Pyrzowic wynagrodziło serdeczne powitanie z najbliższymi.

Aleksandra Łabuś:

Trudno opisać emocje, jakie towarzyszyły mi, kiedy dowiedziałam się, że dzięki wyróżnieniu w konkursie szkolnym pojadę do Bułgarii. Od zawsze chciałam uczestniczyć w tego typu wyjeździe, bo słyszałam bardzo dużo pozytywnych opinii. Ponadto uwielbiam latać samolotami, więc myśl o samej podróży sprawiała mi wielką frajdę. Po dotarciu na miejsce zaskoczyły mnie pustki, jakie panowały na lotnisku, co we wcześniejszym Frankfurcie zdecydowanie nie miało miejsca. Następną dużą niespodzianką były warunki w jakich żyją Bułgarzy. Porównując przeciętne życie w Polsce do normy tamtych klimatów: mieszkamy w raju. Biorąc pod uwagę panującą atmosferę i gościnność mieszkańców tego słonecznego kraju – nie mogę narzekać. Ludzie, których tam spotkałam byli naprawdę niesamowici! Sympatyczni, otwarci na nowe znajomości i, co najważniejsze, skorzy do pomocy w razie jakichkolwiek językowych problemów. Dzięki takim cechom dużo dowiedziałam się o zwyczajach Bułgarii, Cypru, Turcji a także Hiszpanii. Przekonałam się, że ważne w poznaniu kraju nie jest ilość przeczytanych przewodników, wyjechanie na tygodniowy urlop do hotelu, ale styczność z codziennym życiem.
Sandra Lis:

Pobyt w Bułgarii uważam za udany. Bardzo ciekawym przeżyciem było poznanie rówieśników z innych państw. Miałam również okazję mieszkać przez 3 dni u rodzin, gdzie zobaczyłam jak wygląda tamtejsze życie, co jedzą i jak spędzają wolny czas. Jednakże muszę przyznać, że tradycyjne bułgarskie potrawy nie za bardzo przypadły mi do gustu. Z drugiej strony wyjazd polegał właśnie na tym, aby poznać zwyczaje, kulturę i tradycje jakie są w Bułgarii. Myślę, że takie wyjazdy i projekty są bardzo pouczające i uczniowie mogą się wiele nauczyć oraz nawiązać nowe znajomości.

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Czy rodowity Anglik zdał egzamin z angielskiego w LO w Siewierzu?

 

Mr. David Keen, a manager working for AIR PRODUCTS – American company, the branch of which is located in Siewierz visited our school not long ago. After his meeting with students and teachers David wrote a short account which was published on the website of his company. You can read it below:

Polish School Visit – Dobry dzień! (Good day!)

Contributed by Dave Keen

While I was last in Siewierz in Poland, I was asked to visit the local high school or Liceum Ogólnokształcące as a “natural” English speaker, to talk to the students. I gave them a quick presentation; they in turn asked me a number of questions about me and Air Products. They then sprung a surprise on me and made me sit for an Oral English exam! I was then given a tour of the school (first time I’ve ever been into a staff room!) and at the end of the visit they presented me with a tin of Chocolates and a book on the town of Siewierz.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Editor’s Note: Dave shared the book and chocolates with his colleagues for their enjoyment, and yes, he passed the oral English exam!

 

keep calm

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Dolni Dabnik in Bulgaria

For a group of four Polish students from LO in Siewierz the visit to Dolni Dabnik in Bulgaria was the last one planned by 7 coordinators of partner countries working together for the Comenius project “School leaving? No, thanks!”
We wanted our students to visit the country they know little or virtually nothing about, get to know Bulgarian peers and their families and meet international friends. They could also learn new skills and exchange experience but most important of all – verify stereotypes and overcome prejudices, if there were any. Did we manage to achieve it?Bulgaria
First day, March 16th
Visit to Tsarevets Hill – picturesque, medieval stronghold located on a hill in Veliko Tarnovo and to Patriarchal church filled with impressive paintings by Teofan Sokerov.
Guided tour to Etar, an open air ethnographic museum where we are offered a great opportunity to travel back in time and to ponder on everyday life of our ancestors and on the wobbly steps that led us to where we are now.
Second day (March 17th)
Visit to school where our hosts welcome us with bread and honey, Bulgarian dances, a performance of “Romeo and Juliet”. In secondary school in Dolni Dabnik our students can learn how to dance national dances, make seasonal ornaments and paint ceramic pots. We can taste some traditional snacks prepared by school community. We also visit the Town Hall and take part in the meeting with the Mayor of the town, and we visit Historical Museum in Pleven and Panorama.
Third day (March 18th)
Sightseeing in Sofia – Alexander Nevsky Cathedral, The church of St George, The church of Saint Sophia, St Nedelya Church, Vitosha Park.
To sum up:
Our Bulgarian hosts were friendly and hospitable. They put a lot of effort in preparing an interesting and truly inspiring stay. The Vitosha mountain and rolling hills which accompanied us during the trip to Sofia together with the places we explored left us with lasting memories.
We managed to achieve a lot and hopefully, our students’ accounts who took part in the visit, will do the rest.
THANK YOU BULGARIA!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Ludzie, których warto poznać – Eugenia Kosteczka

Okazją do kolejnego spotkania w ramach cyklu „Ludzie, których warto poznać” było ukazanie się książki pt. „Jerzy Majcherczyk Odkrywca z Siewierza” autorstwa mieszkanki Siewierza, Pani Eugenii Kosteczki. Zwróciliśmy się do siostry słynnego odkrywcy z prośbą o spotkanie z młodzieżą Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła w Siewierzu. 17 lutego 2014 miał miejsce wywiad, którego zapis prezentujemy poniżej. W spotkaniu z naszym gościem wzięli udział : dyrektor szkoły p. Elżbieta Horbatowska, nauczyciele oraz młodzież LO.

   LO im. Jana Pawła II w Siewierzu:

Pani Eugenia Kosteczka z d. Majcherczyk od urodzenia mieszka w Siewierzu. Z wykształcenia jest ekonomistką, przez kilka lat zajmowała stanowisko Głównego Księgowego w fabryce FUM Poręba, a potem stanowisko Dyrektora Finansowego jednocześnie ze  stanowiskiem Głównego Księgowego.

PANI  EUGENIA KOSTECZKA:

Bardzo się cieszę, że się tu dzisiaj znalazłam. Dziękuję Pani Dyrektor za zaproszenie na to spotkanie i wszystkim osobom zaangażowanym w jego przygotowanie. Jestem mile zaskoczona tym, że znajdują się tutaj również zdjęcia z wyprawy z roku 1981. Historię mojego brata znam od kołyski i jestem bardzo dumna z jego osiągnięć. Wszystkie najważniejsze zdarzenia z jego wypraw starałam się opisać w mojej książce, aczkolwiek materiału jest tak wiele, że mogłam w niej zawrzeć co najwyżej 60%. Podróżowanie, odkrywanie jest pasją życiową Jurka.  Nie jestem w stanie wymienić miejsc, w których był, łatwiej byłoby mi powiedzieć o miejscach, których nie udało mu się odwiedzić. Mimo, że od 1979 roku, od momentu jego wyjazdu i odkryciu kanionu Colca pozostał w Stanach Zjednoczonych, nadal zachowuje swoją polskość: w domu mówi po polsku, celebruje polskie święta. Jego pasje przejęli trzej synowie, którzy od najmłodszych lat uczestniczyli  w organizowanych przez Jurka wycieczkach po kontynencie amerykańskim, a szczególnie do Peru. Wyjazdy te były nagrodą za dobre wyniki w nauce. W wieku dorosłym uczestniczyli  w polsko-amerykańsko-peruwiańskiej wyprawie naukowej zorganizowanej przez Jurka  w 2008 i 2009 roku na dokończenie wyprawy  z 1981 r. Rzeka Colca ma bowiem 120 km długości, a Jurek wraz z kolegami  odkrył  wówczas 100 km, gdyż pierwsze 20 km rzeki miało bardzo niski poziom wody i nie można było spłynąć zarówno kajakami jak i pontonem. Tak więc marzenie Jurka  spełniło się dopiero po 30 latach.  W książce starałam się oddać grozę sytuacji  tej wyprawy tzn. przedstawić niebezpieczeństwa  na jakie trafili. Jurek już w szkole podstawowej interesował się historią i geografią, a podróżnik  STANISŁAW SZWARC BRONIKOWSKI zaraził go swoją  pasją, na jednym ze spotkań z młodzieżą.

Jest Pani autorką książki pt. „Jerzy Majcherczyk Odkrywca z Siewierza,” która została wydana w 2013. Dlaczego zdecydowała się Pani napisać te książkę, kiedy powstał pomysł, jak długo powstawała i czy jest Pani z niej  zadowolona?

Złożyło się na to wiele czynników. Skrupulatnie zbierałam wszystkie materiały dotyczące wypraw brata. Robiłam to od roku 1978 roku,  tj. od momentu kiedy wyprawa była przygotowywana. Przygotowania trwały dwa lata. Poszukiwanie sponsorów, załatwianie odpowiedniego samochodu, przygotowywanie kajaków i pontonów, specjalnej odzieży i żywności odpowiednio zabezpieczonej od wody  pochłaniało bardzo dużo czasu. W tych przygotowaniach brałam  czynny udział. Byłam inicjatorem zawarcia umowy między kajakarzami a Fabryką Obrabiarek w Porębie na prowadzenie przez  nich reklamy obrabiarek w Ameryce w zamian za co uzyskali środki pieniężne na wyprawę i różne materiały reklamowe.  Potem w trakcie całej trzyletniej wyprawy  byłam ich kontaktem w Polsce, pomagając im w wielu różnych sprawach np.:  rozprowadzałam  pocztę, którą przysyłali w jednej paczce, a ja przesyłałam ją do ich rodzin, dbałam o filmy, które ze względu  na tropikalne warunki atmosferyczne  mogłyby się uszkodzić, więc wysyłałam je do Fotoplanu w Bydgoszczy do wywołania, a potem przechowywałam. Materiałami wykorzystanymi w książce były pisane przez brata listy z wyprawy z opisami przeżyć. W podróż wyruszyło ich dziesięciu, natomiast z powodów rodzinnych i obowiązków pięciu z nich wróciło do Polski. Odkryli wiele dziewiczych rzek, które wprowadzono na mapy odwiedzanych krajów.  W grupie każdy członek był odpowiedzialny za zadania w swojej specjalizacji. Jurek zajmował się między innymi relacjonowaniem wyprawy, dlatego jestem jedyną osobą posiadającą taką ilość bezpośrednich materiałów. Niezwykłe opisy zwierząt, roślin, trudności, zdarzeń, wielkiej tęsknoty za rodziną i ojczyzną, ale również pocztówki z miejsc, w których był, slajdy, zdjęcia, a nawet artykuły prasowe w języku angielskim oraz hiszpańskim, które później bez problemu kierowałam do znajomej tłumaczki. Ciężko jest przekazać to wszystko.  Efekt wyprawy był powalający: w całej Ameryce zyskali rozgłos jako Polacy, na swoim samochodzie mieli portret papieża Jana Pawła II, polską flagę, co było ich znakiem rozpoznawczym. Wyjazd i przemieszczanie się  utrudniały wojny między państwami Ameryki Południowej oraz problem z uzyskaniem wiz.

 Zgromadziłam bardzo liczne materiały i 3 lata temu zaczęłam zastanawiać się co z nimi zrobić. Nie mogłam ich przecież umieścić w piwnicy czy  na strychu, dlatego postanowiłam napisać książkę. Przed rozpoczęciem pracy musiałam upewnić się, że książka, którą napiszę zostanie wydana. Ponieważ  sama nie mogłam sfinansować  kosztów jej wydania, potrzebowałam sponsora. Moje nazwisko nie było znane, dlatego udałam się do Burmistrza  Miasta i Gminy, który obiecał mi opublikowanie książki.  Brat w swojej książce „Odkrycie Rio Colca najgłębszego kanionu na Ziemi” opisał tylko 33 dniową wyprawę, natomiast ja opisałam całe życie brata: od narodzin aż do 2011 roku. W mojej książce sam motyw wyprawy jest jedynie streszczony, w formie cytatów z listów. Jest to bardziej biografia Jurka, dlatego po szczegóły wyprawy odsyłam czytelnika do jego książki, żeby się nie powtarzać. Trzecim powodem do napisania tej książki, był fakt, że Jurek był bardziej rozpoznawalny w świecie, niż w swojej ojczyźnie. W maju 1981 dokonali swojego odkrycia, a w grudniu tego samego roku ogłoszono stan wojenny , co spowodowało, że przez 9 miesięcy nie mieliśmy z Jurkiem żadnego kontaktu, a on nie mógł wrócić do Polski. Odcięto każdą możliwość kontaktu. Pomimo tego, starałam się jakoś z nim porozumieć, co nie raz było olbrzymim ryzykiem.

Jurek wraz z przyjaciółmi wykazali się niezwykłą odwagą. Podczas ciężkiej sytuacji w ojczyźnie organizowali różne manifestacje solidarności, a także pisali odezwy do narodu peruwiańskiego. Występowali także w telewizji i odpowiadali na pytania, przygrywając na gitarze. To wszystko nie spodobało się władzom PRL’u, dlatego publikacja ich działalności została zakazana. Po odkryciu kanionu Jurek i jego ekipa dostawali wiele listów, telefonów i  telegramów z podziękowaniami i gratulacjami z całego świata, tylko z Polski nic nie było. Dlatego właśnie chciałam, nie tylko jako siostra, ale także jako osoba z zamiłowaniem do podróżowania, aby jego wyczyn był bardziej znany szczególnie w Siewierzu, ale także w całym kraju. Poza tym byłam jedyną osobą, która posiadała tyle materiału. Jurek nazywa mnie: „swoją ambasadorką w Polsce”. Ja na niego mówię: „Kolumb XX wieku.”

Napisanie tej książki zajęło mi prawie 3 lata. Rozpoczęłam pracę w marcu 2011. Na początku uporządkowałam  chronologicznie zebrane materiały, a zwłaszcza listy Jurka, z których wybierałam do książki odpowiednie cytaty, jednocześnie tworzyłam konspekt treści książki. Na końcu dobierałam zdjęcia i załączniki. Pierwsza wersja książki była gotowa w styczniu 2013 roku, ale ciągle ją poprawiałam dokładając treści z listów czytelników  na temat Jurka książki

(Zdobycie Rio Colca Najgłębszego Kanionu na Ziemi”), wypowiedzi członków rodziny

i niektórych rodowitych Siewierzan.  Cały czas miałam wątpliwości czy książka jest na tyle dobra, aby spodobać się czytelnikom.  Zadowolenie  pojawiło się dopiero po przeczytaniu pierwszej recenzji na jej temat  w listopadzie 2013 r, a potem trzech następnych.

 Jaki wpływ miały podróże brata na Pani życie? Jakie były Pani marzenia, czy Pani również marzyła o podróżach?

Podróże Jurka miały i mają duży wpływ na moje życie. Prawda jest taka,  że Jurek rozpoczął swoje podróże wtedy, kiedy ja byłam w wieku średnim i  bardzo intensywnie pracowałam prowadząc  jednocześnie dom i sprawując opiekę nad swoimi synami.  Moje dzieciństwo  to okres  okupacji, czas wojny i okres powojenny. Dopiero w szkole średniej mogłam  uczestniczyć  w wycieczkach, które organizowano  najczęściej w tereny górskie. 

W okresie, kiedy synowie uczęszczali do szkoły podstawowe,j a potem szkół średnich starałam się /pracując w komitetach rodzicielskich/  pomagać w organizacji  wycieczek, załatwiając  nieodpłatnie samochody z FUM Poręby. Czasami uczestniczyłam w tych wycieczkach, gdyż  kontakty z dziećmi i młodzieżą bardzo sobie cenię.

Ja również marzyłam i marzę o podróżach. Dlatego pracując od 20 lat  w Związku Emerytów organizuję z Zarządem i uczestniczę w   wielu ciekawych wycieczkach nie tylko krajowych, ale i zagranicznych.

 Miałam okazję być również w Stanach Zjednoczonych u mojego brata, przez kilka miesięcy  w 2003 i 2006 roku, co wspominam bardzo mile. Odwiedziłam Las Vegas, Kanion Grand Kolorado, Góry Skaliste, Jezioro Ontario, wodospad Niagara (pływałam stateczkiem) byłam  na Florydzie w Miami, które zwiedziłam wzdłuż i wszerz, w Waszyngtonie, ale dolegliwości sercowe  nie pozwoliły mi odwiedzić Peru i zobaczyć chociaż cząstkę Kanionu Rio Colca. Bardzo lubię przebywać z młodymi ludźmi i cieszę się, że jestem tu dzisiaj z Wami. Zachęcam Was do poznawania naszego kraju i  świata oraz odkrywaniu ich piękna.

Jurek Majcherczyk, Pani najmłodszy brat, odkrywca i zdobywca  Kanionu Colca,  to człowiek z niesamowita pasją i determinacją, niezwykle konsekwentny i profesjonalny, żarliwy patriota Polski i polskości,  który w okresie stanu wojennego w naszej ojczyźnie zorganizował kilkutysięczny marsz poparcia dla Solidarności w Peru, organizator bardzo wielu akcji dobroczynnych , zawsze podkreślający, że pochodzi z Siewierza. Czy te wartości patriotyczne  wynieśliście Państwo z domu rodzinnego?

 Tak, to były wartości wyniesione z naszego domu rodzinnego. Nasza rodzina żyła bardzo skromnie. Było nas czworo i rodzice. Zawsze mieliśmy wspólny język, byliśmy szczęśliwi. Nasz ojciec był wyjątkowym gawędziarzem, pięknie opowiadał o swoich przeżyciach i zabierał nas na wycieczki po okolicznych lasach. Wraz ze swoim bratem służył w ułanach. Zawsze uczył, że naszym oparciem jest rodzina, a najważniejsza jest ojczyzna i każdy z nas musi spełnić wobec niej swój obowiązek. Tylko Jurka ominęło wojsko. Ojciec zawsze powtarzał, że bez względu na własny status, musimy szanować każdego człowieka. Podtrzymuję tę dewizę do dziś. Nauczyłam się pracowitości, lubię organizować i pracować z ludźmi i dla ludzi. Mimo, że każdy poszedł własną drogą, nadal pamiętamy o lokalnym patriotyzmie. Szczególnie manifestuje to Jurek. Jest człowiekiem bardzo głęboko wierzącym. Przekonany jest, że to właśnie Jan Paweł II, pod którego patronatem była cała podróż, uratował mu życie wiele razy.

Czy Jurek, Pani brat, zanim wyruszył w daleką podróż posługiwał się jakimś językiem obcym, np. angielskim albo hiszpańskim?

Tak, Jurek posługiwał się już tymi językami jako student. Obecnie komunikuje się również  w języku  rosyjskim, portugalskim i włoskim.

Czy starała się Pani odradzać bratu wyprawę w tak odległy zakątek świata? Mogła ona być przecież bardzo niebezpieczna.

Nie, jako jedyna w rodzinie bardzo go wspierałam.( Oklaski) Rodzice byli tym wszystkim bardzo zdenerwowani, najstarszy brat mówił: „Gdzie ty się tam wybierasz, co wy tam będziecie robić ?!” – był niedowiarkiem. Natomiast młodszy brat nie zajmował żadnego stanowiska w tej sprawie. Dlatego było mi bardzo miło, kiedy dowiedziałam się, że książka „Kajakiem przez Peru” jest dedykowana dla mnie – od wszystkich uczestników wyprawy. Bardzo interesuję się jego podróżami. Ilekroć  Jurek przyjeżdża do Polski, a bywa dosyć często,  zawsze brakuje nam czasu na wspólne rozmowy. Organizuje  różne spotkania z młodzieżą w całej Polsce. Chce w ten sposób zarazić młodych swoją pasją.

Wiemy, że Jurek nadal mieszka w Stanach. Dlaczego nie wrócił do Polski?

Bardzo dobre pytanie. Stan wojenny wprowadził wiele zamieszania w ich poczynania. Pamiętam, jak Jurek opowiadał, że z gotową książką „Kajakiem przez Peru” wyszedł z drukarni z 12 na 13 grudnia i zobaczył wielki napis: Stan wojenny w Polsce. To był dla nich szok. Nie wiedzieli, co mają zrobić. Zerwano wszelki kontakt z Polską, nie można było wrócić do kraju, było to zbyt ryzykowne. Zostali poinformowani przez  polską ambasadę w Limie, że mogą wrócić do ojczyzny, ale tylko przez Moskwę. To był rozkaz, którego nie wykonali.  KGB w Peru deptało im po piętach. Przez dwa miesiące musieli się ukrywać. Pomagali im mieszkający tam Polacy i Księża Salezjanie. Jednak doszło do momentu, w którym musieli opuścić również Peru. Postanowili wyjechać do Stanów. Najpierw znaleźli się w Denver, górskiej stolicy USA.  Przez 10 lat o Jurku i osiągnięciach wyprawy mało kto wiedział. Pamiętam, że przed stanem wojennym ukazał się tylko jeden artykuł Jurka na temat wyprawy, który osobiście zawiozłam do redakcji „Przekroju” w Krakowie. Potem była cisza. Jurek nie zaniedbywał kontaktów z Polską. Miał cykliczne audycje w Radiu Wolna Europa i w Głosie Ameryki, które nadawane były w późnych godzinach nocnych. Nie tylko my słuchaliśmy opowieści Jurka, ale także wielu innych Siewierzan.  Po  10 latach przyjechał z rodziną do Polski i zabrał wszystkie swoje,  przechowywane u mnie materiały z wyprawy, aby wykorzystać  je w swoich publikacjach. Dopiero wtedy zaczął zyskiwać rozgłos. 

Wiemy, że działa Pani prężnie na rzecz lokalnego środowiska. Czym dokładnie się Pani zajmuje?

Od 1993 roku wraz z koleżankami zorganizowałam Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Siewierzu. Na początku organizacja ta miała postać Koła, ale z biegiem lat powiększyła swoją działalność. Obecnie są już trzy takie koła: dodatkowo w Brudzowicach i Wojkowicach. Jest Zarząd Rejonowy, którym zarządzam od 20 lat. Uczestnicząc w życiu emerytów, zdaję sobie sprawę, że sama do nich należę od 93 r. chociaż pracę zawodową kontynuowałam do 2007 r. Przepracowałam 54 lata,  na co pozwalały mi przepisy. Doskonale znam rachunkowość i ekonomikę. Praca z emerytami nie jest pracą opłacaną, jest pracą społeczną, daje kopa i bodziec do działania, aby coś dla tych ludzi zrobić. Emeryci lubią się spotykać, spotykamy się w  sali  restauracji Zamkowa na różnych organizowanych imprezach,  ponieważ nie ma większej w Siewierzu. Nasza działalność polega na organizowaniu życia kulturalnego i artystycznego, staraniu o poprawę warunków socjalno-bytowych emerytów, rencistów i inwalidów oraz reprezentowaniu ich interesów wobec organów władzy.

 Czy gdyby Pani miała możliwość zaproponowania jakichś zmian w naszej gminie, które polepszyłyby życie mieszkańców, to co by to było?

Bardzo trudne pytanie. Obserwując działalność  gminy muszę przyznać, że na przestrzeni ostatnich lat Siewierz bardzo się rozwinął, pięknieje. Gdy pracowałam w Komisji ds. Rozwoju Gminy, uznano, że Siewierz ma tak wiele walorów turystycznych, że musi pozostać miejscowością turystyczno-wypoczynkową. Powstają obiekty sportowe, drogi, remontowane są placówki. Nasz związek wspiera pana Burmistrza, robimy co w naszej mocy, udzielamy się społecznie. Z punktu widzenia emerytów w Siewierzu brakuje sal z prawdziwego zdarzenia, w których można by organizować nasze spotkania, gdyż, każda z istniejących jest za mała. Brakuje również parków, miejsc spotkań, gdzie można by wyjść wraz z wnukami. Jest bardzo duży ruch, na szczęście obwodnica mocno go rozładowała. Bardzo zależy mi też, aby opracować projekt, który zachęci młodzież do pozostawania w Siewierzu. Młodzi i wykształceni  ludzie kończą studia i zostają w wielkich miastach. Przez to starzeje się siewierska społeczność. Spotykamy się z radą Miasta i przedstawiamy  nasze  wnioski.

Nadmieniam, że w Radzie Miasta prawie połowa radnych to członkowie naszego Związku.

Dziękujemy. Jesteśmy wdzięczni,  że znalazła Pani czas, żeby się z nami spotkać.

Mamy nadzieję, że na  następne spotkanie w LO w Siewierzu uda nam się zaprosić Panią i Pani brata, Pana Jerzego Majcherczyka.

Prosimy o przekazanie dla Niego naszych serdecznych pozdrowień.

Bardzo mi było miło spotkać się z Wami. Dziękuję za pozdrowienia i na pewno je bratu przekażę.

 

Wywiad przeprowadzili uczniowie klasy I: Marcel Pyrzyk,  Paulina Będkowska, Aleksandra Łabuś i Martyna Serwa.

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Jerzy „Yurek” Majcherczyk

Jerzy „Yurek” Majcherczyk – chłopak z Siewierza,

który miał  odwagę stawić czoła wyzwaniom,

aby realizować swoje marzenia

YurekColca06

Często bywa, że marzenia pozostają pragnieniami i brakuje  odwagi, żeby je realizować. Jak więc się stało, że mieszkańcowi naszego miasteczka, studentowi krakowskiej AGH udało się urzeczywistnić sny o podróżach i eksploracji rzek Ameryki Południowej? Co pomogło? Szczęście, czy może niezwykły hart ducha, konsekwencja i upór? Jaką miał rodzinę i nauczycieli, którzy wyrzeźbili człowieka nie tylko niezwykle prawego, ale i patriotę, który nigdy nie wstydzi się swoich korzeni, wszędzie akcentuje swoją polskość i podkreśla rolę, jaką w jego życiu odegrał polski papież Jan Paweł II? Czy ciekawość świata w jego przypadku to cecha wrodzona czy nabyta? A jeśli nabyta, to kto ją rozbudził? I dlaczego wciąż odbywa coraz to nowe podróże, będąc świadomy czyhających niebezpieczeństw i wiedząc, że rdzenni mieszkańcy nie zawsze są przyjaźnie nastawieni?

  Co udało się osiągnąć?

Wspólnie z kolegami z Akademickiego Klubu „Bystrze” w 1979 roku wyrusza na wyprawę do Ameryki Południowej, która zostaje uwieńczona zdobyciem ”piekielnego,” kanionu rzeki Colca w Peru. Młodzi Polacy, odkrywcy, nadają dziewiczym miejscom swoje nazwy m.in. Wodospady Jana Pawła II, Kanion Polaków. O tym ostatnim miejscu Majcherczyk pisze:  „Te schowane w pionowych ścianach na dnie kanionu skalne progi dostarczyły nam na zakończenie wyprawy jeszcze tyle emocji i doświadczeń, że zasłużyły sobie na taką właśnie nazwę (…) W tej nazwie mieści się nie tylko to, co przeżyliśmy właśnie w tym ostatnim malutkim kawałeczku kanionu, ale również zgromadzone jest wszystko czego doznaliśmy i co daliśmy z siebie, żeby tu dotrzeć”.

Peruwiańczycy, chcąc okazać wdzięczność Polakom, zmieniają nazwy ulic w jednej ze swoich miejscowości  na Avenida de los Polacos (Aleja Polaków), a w mieście  Chivay główna 5-kilometrowa ulica nazwana zostaje  Avenida Polonia (Aleja Polska). Jerzy  Majcherczyk od 1981r jest honorowym obywatelem Arequipy.

Dlatego nie dziwią  przyprawione goryczą  słowa podróżnika, który we wstępie do swej książki ” Zdobycie Rio Colca Najgłębszego Kanionu na Ziemi”  pisze: ,,Pojawienie się za naszą przyczyną Kanionu Colca na mapie ziemskiego globu wywołało ogromnie zaskoczenie i uznanie na całym świecie, zwłaszcza, że dokonali tego Polacy. Tylko w naszej ukochanej ojczyźnie nie wiedziano nic lub prawie nic o naszym wyczynie. Aż do roku 1989 obowiązywał wydany przez ówczesne władze zakaz publikowania jakichkolwiek informacji o nas i osiągnięciach wyprawy CANOANDES’79. Początek lat dziewięćdziesiątych też niewiele zmienił

W 2008 roku Yurek organizuje drugą, tym razem międzynarodową polsko-amerykańsko-peruwiańską  wyprawę do Kanionu – „Colca – Condor  2008,” a rok później kolejną. Obie wyprawy zwieńczone zostają wydaniem książek, przewodników i opracowań naukowych. I nie są  to nie jedyne jego ekspedycje.

 Jak jest postrzegany?

 – w 1994  jako jedyny Polak, zostaje zaliczony do grona „Legendy wioślarstwa” przez redakcję magazynu ,,Paddler”

– w 2000 zostaje  wybrany przez Amerykański Związek Kajakowy do grupy 100 Najlepszych Wioślarzy XX wieku

 – w 2001 prestiżowy  amerykański miesięcznik „Paddler”  ogłosza listę 10 „Największych wypraw kajakowych wszechczasów”, zaliczając do nich przepłynięcie Kanionu Colka

– w 2006  otrzymuje  nagrodę „ZA SŁAWIENIE POLSKI I POLSKOŚCI”- nagroda TVP S.A. Telewizji Polonia, dla wybitnych Polaków, którzy swoimi osiągnięciami rozsławiają polską kulturę, naukę, sztukę i sport. Taka nagrodę otrzymali też m.in. Krzysztof Kieślowski, Wisława Szymborska, Krzysztof Penderecki, Andrzej Wajda i Marek Kamiński

– w 2009  otrzymuje nagrodę Burmistrza Miasta i Gminy Siewierz MAGNUM MERITUM PRO REGIONIS ET URBIS SEVIORIS, którą przyznaje się  m.in. promowanie postaw godnych naśladowania

 Jakim jest człowiekiem?

Elżbieta Dzikowska, podróżniczka, stwierdza: „Jerzy Majcherczyk to fizyczny i psychiczny typ odkrywcy i zdobywcy. Przypomina mi Hermana Corteza albo Francisco Pizarra podbijających nowe ziemie. (… ) musi ciągle do czegoś dążyć i coś odkrywać”.

Prywatnie jest  otwarty, przyjacielski i bezpośredni, łatwo zyskuje sobie przyjaciół. Pełen szczerego entuzjazmu. W wywiadzie dla lokalnej telewizji stwierdza, że energię czerpie od ludzi. Z pewnością jest także odwrotnie – przekazuje ją wszystkim tym, którzy go zapraszają do różnych miejsc w Polsce i przychodzą, żeby posłuchać relacji z dalekich  wypraw i porozmawiać z nim.

Założył Polonijny Klub Podróżnika, mający swoją  siedzibę w Wellington, New Jersey, w USA,  który przez 10 lat swojej działalności sfinansował koszty pobytu i przelotu (czasem kilkakrotnie) do USA dla 17 znanych odkrywców i podróżników z Polski. Prowadzi również działalność charytatywną.

Zachęca  do podróżowania: „ Podróże uczą pokory. Wobec przyrody, innych ludzi i siebie. Ekstremalne podróże zmieniają człowieka jeszcze bardziej. Chyba na lepsze i chyba na zawsze.”

 

Jerzy Majcherczyk jest obywatelem świata, ale przede wszystkim jest  nasz,

jest z Siewierza i zawsze to podkreśla.

Jest Polakiem i dumnie nosi ze sobą biało-czerwona flagę.

Za to co zrobił i za to jaki jest należy mu się szacunek,

albo „pełny szacun” – w żargonie młodzieżowym. 

U. Kosteczka

LO Siewierz

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dziękujemy za udostępnienie zdjęć p. Eugenii Kosteczce

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

VI spotkanie z cyklu „Ludzie, których warto poznać”

Mury siewierskiego liceum są, w ostatnim czasie, regularnie odwiedzane przez ciekawych gości. Każde spotkanie w ramach cyklu spotkań „Ludzie, których warto poznać”, okazuje się interesującym wywiadem pełnym barwnej narracji, ciekawych historii, wspomnień oraz odpowiedzi na frapujące uczniów pytania. Nie inaczej było w poniedziałek 17 lutego, gdy spotkaliśmy się z p. Eugenią Kosteczką, starszą siostrą Jerzego Majcherczyka i autorką książki o tym znanym w świecie siewierskim podróżniku. To właśnie wydana w 2013 roku książka pt. – „Jerzy Majcherczyk – odkrywca z Siewierza” staje się głównym tematem naszej rozmowy. Poznajemy motywy jej powstania oraz wpływ odległych, niebezpiecznych wypraw brata, na życie naszego gościa. Dowiadujemy się dlaczego wyprawa „Yurka” i jego kolegów nie zyskała rozgłosu w ojczyźnie, jaką rolę w jego odkryciach odegrała siostra „oraz… czego współcześnie brakuje w Siewierzu”. Wszystko to i znacznie więcej niezwykłych historii, będziemy mogli już wkrótce przeczytać w wywiadzie, przeprowadzonym przez uczniów kl. I.

Marcel Pyrzyk kl. I

Po wywiadzie z p. Eugenią Kosteczką uczniowie oglądali wystawę zdjęć z Kanionu Colca udostępnioną dzięki życzliwości MGOK w Siewierzu.

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Parents’ Meeting in LO Siewierz

Parents’ Meeting in LO Siewierz

On 14th January a group of 7 students, representing all classes, who took part in two Comenius program “School leaving? No, thanks!” visits to Spain (October 2013) and France

(December 2013) met with parents during Parents’ Meeting. All students who took part in trips to partner countries shared their nice memories giving accounts of their stay in friendly countries. They also showed ppt presentations, photo exhibition and portraits made with colourful sprays.

Klaudia, Łukasz  and Karol summarized their November stay in Berlin where they went to attend the annual BERMUN conference on the topic of “Education: the key to advancement, equality and  secure future.”

Parents were listening attentively…

 Wywiadówka w LO w Siewierzu

14 stycznia 2014 podczas zebrania dla rodziców uczniowie, którzy wzięli udział w wyjazdach w ramach projektu Comenius „School leaving? No, thanks!” do Hiszpanii (3 osoby) oraz do Francji (4 osoby) przedstawili swoje wrażenia z pobytu. Rodzice mogli również zobaczyć prezentację ppt oraz wystawę zdjęć zrobionych przez uczniów podczas pobytu za granicą.

Inna grupa uczniów (Klaudia i Łukasz z kl. II oraz Karol z kl.III) podsumowała swój udział w międzynarodowej konferencji BERMUN w Berlinie, której tegoroczny temat brzmiał „Edukacja kluczem do postępu, równości i bezpiecznej przyszłości”.

Rodzice słuchali z zaciekawieniem….

Categories: Strona Główna | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.